Aktualnie Polecany Post

Wolność jest uczciwa - wolność to prawo Uniwersum

Dlaczego nie ma miejsc dla ludzi o otwartych umysłach? Gdzie na nowo weryfikowalibyśmy się w swych pomysłach Jest za to dużo miejsc dla...

niedziela, 25 stycznia 2026

Dlaczego system nie lubi normalnych ludzi?

 Słabi faceci,  kobiety moralnie obojętne.
Czyli Matrix działa, fałsz jest w cenie, miłość do życia pogrzebana
System nie ma narracji sukcesu dla ludzi moralnych, ale czas pokazuje kto się nie wstydzi
Dlaczego system nie lubi normalnych ludzi 
Normalny człowiek jest nieprzewidywalny. A system żyje z przewidywalności.
„Normalny” w tym sensie to ktoś, kto:
ma własne tempo (nie klika natychmiast),
czuje realne rzeczy (nie tylko reaguje bodźcowo),
ma granice (nie wszystko konsumuje, nie na wszystko się zgadza),
potrafi być wystarczająco szczęśliwy bez instrukcji.
Dla systemu to problem.
System lubi ludzi:
rozbitych na role (profil, target, elektorat),
w ciągłym braku (jeszcze nie dość, jeszcze nie teraz),
skłóconych (łatwiej nimi sterować),
zależnych od zewnętrznego potwierdzenia.
Normalny człowiek nie pasuje, bo:
nie potrzebuje ciągłej stymulacji,
nie daje się łatwo zawstydzić ani zastraszyć,
nie kupuje tożsamości w pakiecie,
potrafi powiedzieć „dość” i wrócić do życia.
To nie jest spisek w filmowym sensie. To mechanika.
Każdy system (ekonomiczny, medialny, biurokratyczny) dąży do optymalizacji.
A człowiek, który żyje, a nie tylko funkcjonuje, psuje algorytm.
Dlatego „normalność” jest dziś przedstawiana jako:
naiwność,
zacofanie,
brak ambicji,
problem do naprawy.
A w rzeczywistości jest ostatnią formą wolności.
I jeszcze jedno — ważne:
system nie „nienawidzi” normalnych ludzi. On ich nie rozumie.
A to, czego nie da się łatwo sklasyfikować, bywa marginalizowane albo wyśmiewane.
Nie ma kraju, w którym system „lubi” normalnych ludzi.
Ale są kraje, w których system im mniej przeszkadza.
To ważna różnica.
System z definicji lubi porządek, wydajność i przewidywalność — nie ludzi. Natomiast kultura może tworzyć amortyzację między systemem a człowiekiem. I tu zaczynają się różnice.
Gdzie jest najmniej wrogo dla normalności?
Kilka wzorców (z haczykami):
1. Kraje nordyckie (Dania, Finlandia, Islandia)
normalność = nie wychylasz się, ale też nie musisz się sprzedawać
wysoki poziom zaufania społecznego
– cena: presja konformizmu („nie bądź zbyt inny”)
2. Nowa Zelandia
luz, praktyczność, mało performatywnej tożsamości
człowiek > ideologia
– daleko od centrów świata, trochę „na uboczu”
3. Portugalia (i części Hiszpanii)
życie jest ważniejsze niż wyścig
system mniej agresywny wobec słabszych
– niższa dynamika, mniej „szans” w klasycznym sensie
4. Japonia (paradoksalnie)
jeśli jesteś zwyczajny, uprzejmy i robisz swoje — nikt Cię nie męczy
– jeśli nie pasujesz do formy, system potrafi być bezlitosny
A gdzie jest najgorzej?
Tam, gdzie normalność = porażka:
kult sukcesu,
ciągłe porównywanie,
wojna tożsamości,
narracja „jeśli nie wygrywasz, to jesteś winny”.
Nie będę wymieniał palcem — wiesz, o jakich modelach mowa.
Najważniejsze (i to może być niewygodne):
To nie kraj decyduje, tylko:
czy system jest głośny, czy dyskretny
czy kultura chroni zwyczajność, czy ją ośmiesza
czy zostawia Ci przestrzeń, by być człowiekiem bez deklaracji
Dlatego wielu „normalnych” ludzi:
nie emigruje do „lepszego systemu”
tylko buduje małe, lokalne azyle: relacje, rytm dnia, pracę, która nie pożera duszy

Gdzie żyje się najlżej by móc medytować?
Jeśli Twoim celem jest lekkość istnienia i medytacja, a nie „ucieczka od świata”, to najlepiej służą miejsca, gdzie system jest cichy, a natura i rytm dnia robią połowę roboty za Ciebie.
Poniżej nie „najlepsze kraje”, tylko środowiska, w których Twoje myślenie ma gdzie oddychać.
🌿 1. Portugalia – interior (Alentejo, Serra da Estrela)
 Dlaczego lekko:
nikt Cię nie popycha ani nie sprawdza,
kultura „jutro też jest dzień”,
cisza jest normalna, nie podejrzana.
Idealne, jeśli:
chcesz medytować bez etykiety „duchowości”,
wystarczy Ci proste życie, słońce i przestrzeń.
🌊 2. Greckie wyspy poza sezonem (Naxos, Ikaria, Amorgos)
 Dlaczego lekko:
czas tam realnie zwalnia,
ludzie żyją „obok systemu”, nie przeciw niemu,
ciało się rozluźnia samo — a umysł idzie za nim.
Ikaria jest szczególna:
to nie duchowość, tylko naturalna zgoda na bycie.
🏔️ 3. Japonia – prowincja (Nagano, Shikoku, Kii)
 Dlaczego lekko (paradoksalnie):
nikt nie ingeruje w Twoje wnętrze,
cisza i rytuał są częścią kultury,
medytacja nie jest „praktyką”, tylko sposobem chodzenia.
Dla kogo:
jeśli cenisz strukturę bez ideologii,
jeśli potrafisz być sam bez poczucia samotności.
🌄 4. Nowa Zelandia – Południowa Wyspa
 Dlaczego lekko:
ogrom przestrzeni = mniejszy nacisk mentalny,
brak agresywnej narracji „kim masz być”,
bardzo łatwo wejść w stan kontemplacji.
To miejsce dla tych, którzy:
chcą medytować chodząc, patrząc, oddychając,
nie potrzebują duchowych wspólnot.
🧭 Najważniejsze (i szczere):
Najlżej żyje się tam, gdzie:
nie musisz się tłumaczyć,
nikt nie interpretuje Twojej ciszy,
Twoje życie nie jest projektem do oceny.
Dla kogoś o Twoim sposobie widzenia świata
— świat jako jedność, obserwator i twórca naraz —
najlepsze są miejsca, gdzie system jest tłem, a nie narratorem.
Jedno miejsce. Bez wariantów.
Raches (Christos Raches), wyspa Ikaria, Grecja
Dlaczego właśnie tu:
Czas się rozkleja – sklepy otwierają się, kiedy mają sens, nie według zegara.
Nikt Cię nie ocenia: cisza, samotność, brak ambicji = normalność.
Brak duchowej presji – nikt nie „praktykuje”, a wszyscy żyją uważnie.
Natura wspiera medytację: wzgórza, wiatr, morze w dole, nocna cisza.
System jest daleko – dosłownie i mentalnie.
To miejsce słynie z długowieczności nie dlatego, że ludzie „robią coś specjalnego”,
tylko dlatego, że nie są zmuszani, by być kimś innym.
Tu możesz:
siedzieć godzinami i patrzeć,
chodzić bez celu,
medytować bez rytuału,
być niezauważalny — i to jest zaleta.
Jeśli miałbym powiedzieć coś bardzo prostego:
Raches nie budzi ego. Ono samo tam zasypia.

Czy system jest dla fałszywych ludzi?
System nie jest „dla fałszywych”, tylko dla ludzi, którzy potrafią funkcjonować w fałszu — nawet jeśli prywatnie nim gardzą.
Fałsz w systemie to nie zawsze kłamstwo. To częściej:
odgrywanie roli zamiast bycia,
mówienie „w porządku”, gdy nie jest,
dostosowanie tonu, poglądów, emocji do sytuacji,
życie w trybie outputu, nie sensu.
System premiuje tych, którzy:
rozszczepili się: jedno ja do środka, drugie na zewnątrz,
potrafią wyłączyć sumienie na czas pracy,
nie pytają „po co?”, tylko „jak szybciej?”,
umieją sprzedawać wizerunek zamiast obecności.
Normalny człowiek ma z tym problem, bo:
czuje dysonans,
męczy go gra,
nie chce udawać cały dzień, żeby „wieczorem być sobą”,
instynktownie szuka spójności.
I tu sedno:
👉 System nie lubi fałszywych ludzi. On ich zużywa.
👉 Normalnych nie lubi, bo ich nie potrafi użyć.
To nie moralna wojna. To konflikt trybu istnienia.
Dlatego najlepiej radzą sobie nie „fałszywi”, tylko:
cyniczni (bo nie oczekują sensu),
gracze (bo traktują system jak narzędzie),
albo ci, którzy mają dwa życia i potrafią je oddzielić.
Normalny człowiek chce jednego życia.
I to jest dla systemu kłopot.

Gdy jest się graczem i cynikiem to jest się moralnie obojętnym.
 Czy system ma miejsce dla ludzi moralnych?
Ma.
Ale nie w centrum i nie na zasadach systemu.
System toleruje ludzi moralnych tylko pod pewnymi warunkami — i to jest brutalnie szczere:
1. System nie nagradza moralności
Moralność:
spowalnia decyzje,
wprowadza „nie mogę” zamiast „da się”,
przypomina o konsekwencjach,
psuje czystą optymalizację.
Dlatego w logice systemu moralność jest:
„ryzykiem”,
„luksusem”,
albo „prywatną sprawą”.
Nie jest kapitałem.
2. System ma miejsce dla ludzi moralnych tylko jeśli…
…są w jednym z tych trybów:
a) Moralni, ale cisi
– robią swoje,
– nie kwestionują fundamentów,
– nie próbują zmieniać gry.
b) Moralni jako dekoracja
– etyka w prezentacji,
– wartości w sloganie,
– sumienie w dziale PR.
c) Moralni, którzy się wypalą
– na początku idealizm,
– potem kompromisy,
– na końcu rezygnacja albo cynizm.
To nie jest złośliwość. To mechanizm.
3. A teraz rzecz najważniejsza
System nie potrafi obsłużyć ludzi naprawdę moralnych, czyli takich, którzy:
nie oddzielają „pracy” od sumienia,
nie zgadzają się na małe kłamstwa,
nie chcą wygrywać cudzym kosztem,
wolą mniej niż nieuczciwie.
Tacy ludzie są:
niewygodni,
trudni do zarządzania,
nieprzewidywalni.
Ale — i to klucz — oni nie są bezużyteczni.
Oni są nieużywalni.
To ogromna różnica.
4. Więc gdzie jest miejsce dla ludzi moralnych?
Nie w systemie.
Obok niego. Na jego krawędziach. W lukach.
W:
małych wspólnotach,
zawodach, gdzie liczy się zaufanie, nie skala,
relacjach długoterminowych,
miejscach, które nie są widoczne z centrum.
Dlatego ludzie moralni często:
żyją skromniej,
są mniej „rozpoznawalni”,
mają mniejszy wpływ liczbowy,
ale realnie dotykają życia innych.
System mierzy zasięg.
Moralność mierzy ciężar obecności.
5. I odpowiedź na Twoje pytanie, bez uciekania:
Tak — system ma miejsce dla ludzi moralnych,
ale nie ma dla nich narracji sukcesu.
Jeśli chcesz być moralny i spokojny:
nie próbuj wygrać systemu,
nie próbuj go nawracać,
nie próbuj udawać cynika.
Zrób coś prostszego i trudniejszego zarazem:
zbuduj życie, które nie wymaga zdrady siebie.
To jest dokładnie to co byłoby z spójne z pytaniem o medytację i Ikarię.
Nie szukając przewagi.
Szukając zgodności.
Jeżeli nie ma narracji sukcesu dla ludzi moralnych to jest tylko narracja rewolucji po trupach dla cyników?
System sprzedaje dwie głośne narracje:
Sukces cynika („po trupach, ale skutecznie”)
Porażkę moralnego („uczciwy, więc przegrany”)
Ale to są narracje, nie pełna mapa rzeczywistości.
I tu jest punkt, który system bardzo skrzętnie ukrywa:
System nie potrzebuje rewolucji cyników
Rewolucja „po trupach” to mit kina i ideologii, nie realny mechanizm zmiany.
W praktyce cynicy:
nie robią rewolucji,
przejmują istniejące struktury,
konserwują system, bo on im służy,
zmieniają dekoracje, nie logikę.
Cynizm nie burzy systemu.
Cynizm jest jego olejem smarowym.
A teraz brutalna prawda
System boi się jednej rzeczy bardziej niż cyników:
👉 ludzi moralnych, którzy nie potrzebują narracji sukcesu
Bo tacy ludzie:
nie dają się kupić obietnicą awansu,
nie dają się zastraszyć wykluczeniem,
nie reagują na prowokacje,
nie wchodzą ani w rewolucję, ani w kolaborację.
Oni nie idą „po trupach”.
Ale też nie klęczą.
I to jest dla systemu nieczytelne.
Dlaczego wydaje się, że zostaje tylko rewolucja?
Bo system:
zagłusza trzecią drogę,
nie pokazuje życia „wystarczającego”,
ośmiesza spokojną godność jako „przegraną”,
mierzy wszystko widocznością i skalą.
A moralność działa w innym wymiarze:
w czasie, nie w newsach,
w relacjach, nie w statystykach,
w ciągłości, nie w wybuchu.
To nie jest heroiczne.
To jest trwałe.
Rewolucje po trupach zawsze kończą się tak samo
Zamianą jednych cyników na innych.
Nową flagą nad tym samym mechanizmem.
Dlatego historia wygląda, jak wygląda.
Więc co zostaje ludziom moralnym?
Nie „rewolucja”.
I nie „sukces” w cudzej definicji.
Zostaje coś trudniejszego i cichszego:
odmowa uczestnictwa w złu, nawet gdy jest opłacalne,
tworzenie równoległych porządków: rodzin, wspólnot, małych światów,
długie trwanie, które nie daje fajerwerków, ale zmienia glebę.
System wygrywa bitwy narracyjne.
Ludzie moralni wygrywają czas.
Powiem to najprościej, jak się da — i to nie jest pocieszenie:
Jeśli wybierzesz cynizm, dostaniesz historię o zwycięstwie.
Jeśli wybierzesz moralność, dostaniesz życie, którego nie musisz się wstydzić.
System zawsze będzie krzyczał, że to za mało.
Ale cisza, w której możesz spokojnie medytować i patrzeć ludziom w oczy,
to nie jest przegrana.

Czy możesz wszystko osiągnąć w życiu?

 Czy możesz wszystko osiągnąć w życiu? 
Kolejny mit obalony: możesz wszystko osiągnąć w życiu
To jest uproszczenie, które wprowadza w błąd człowieka.
Bliższe jest: Wszystko jest możliwe 
- choć to też dużo złudnej nadziei rozbudza 
Albo: nie żyj wyobraźnią
- tylko system to też jest wyobraźnia, no to może lepiej określić precyzyjniej jako znajdź spokój, znajdź w sobie przestrzeń między własną narracją a innych narracjami.
Bo każda narracja może mieć inny charakter, jedna będzie duchowym monologiem, inna grą pozorów i fikcji, inną organizacyjnym układaniem kropek pod optymalizację systemu
W kwestii jakiegoś sukcesu powinno być: możesz zrobić wszystko co wymaga optymalizacji w systemie, by móc coś osiągnąć, a nawet coś więcej
Gdy nie spełniasz żadnej optymalizacji - totalnie żadnej - to dla takich ludzi jest izolatka.
A być może to najbardziej autentyczni ludzie na tej planecie
A właściwie to nie należy zwracać w ogóle wagi do jakichś wewnętrznych narracji o sukcesie, osiąganiu, zdobywaniu - bo to tylko programuje ziarno autentyczności - czego system już nie strawi.
Dyscyplina w dążeniu do własnych wizji jest napędzająca, ale po drodze system ma własne dziadowskie wizje, uproszczenia, pranie głowy i inżynierię wyzysku czy psucia społeczeństwa
- kto by o tym pomyślał?
- że trwa narracja sukcesu dla ludzi moralnie obojętnych: graczy i cyników, którzy realizują amoralne rewolucje 
Dlaczego tak wielu ludzi na mojej drodze mówiło: "Po szkole już będzie lepiej"
"Wszystko będzie dobrze"
"Wszystko przed Tobą, Jesteś młody" 
Kluczem jest, że możesz zrobić wszystko, by optymalizować wymagania systemu
Optymalizacja systemu to możliwość budowania jakiejś swojej sytuacji życia dla tej optymalizacji.
Priorytetową relacją w życiu o ile wymaga się od siebie więcej - będzie zawsze relacja z optymalizowaniem systemu
Warto wszystko porzucić, medytować i skupić się na tym wariancie
Czyli da się w sumie w tym medytować. 
Więc ten rok będzie autentyczny w transcendentalnej miłości ku temu, by medytować a znów coś zacznie się układać i zoptymalizuje sytuacje by żyć życiem teraźniejszym
Bo system to nie tylko praca a też inne sprawy ,, dokumentacji" w tzw. papierach. System oferuje wiele opcji konsumpcji i każda opcja jest kwestią papierologii:
Pieniądze, umowy, zobowiązania
Wszystkie papiery trzebaby zoptymalizować, to nie jest kwestia jednego miesiąca, a dla mnie do pół roku lub szybciej. Bo człowiek musiał tego doświadczyć, by to zrozumieć za wszelką cenę, a teraz tą cenę musi zapłacić.
A żeby wszystko zoptymalizować potrzeba się skupić na medytacji, a gdy już będzie zoptymalizowane to dopiero wtedy można jakoś normalnie tworzyć swoje życie

Osobista Sprawczość w Świecie Propagandy

 Najbardziej zastanawia, bo wydaje się nielogiczne: 
dlaczego ktoś w ważnych dla "społeczeństwa" momentach podejmuje radykalne zdawać by się mogło irracjonalne decyzje? 

Radykalne zachowania kierujące się w irracjonalizm mogący przynieść destrukcję to jest odruch na amoralny i niesprawiedliwy i fałszywy w odbiorze racjonalizm, coś jak automatyczna reakcja motywowana wynikiem własnego doświadczenia, próba złapania dowodu na coś, co mózg odrzuca jako niemożliwe - co przekroczyło pewne granice i to bezczelnie, ponieważ mózg nie był na to nigdy przygotowany, a wręcz odbierał to jako oszustwo i wprowadzanie w błąd. 

Czasem w skrajnych sytuacjach człowiek podobno robi rzeczy dziwne właśnie po to, żeby upewnić się, że to się naprawdę dzieje.

Bo w takich momentach nie rozpada się „rozum” — rozpada się sens, a to dwie różne rzeczy.

1. Gdy „racjonalizm” przestaje być uczciwy
Człowiek jest w stanie zaakceptować bardzo trudną rzeczywistość, jeśli widzi w niej:
spójność,
elementarną sprawiedliwość,
przewidywalność przyczyn i skutków.
Ale gdy to, co nazywa się „racjonalnym porządkiem społecznym”, zaczyna jawnie przeczyć doświadczeniu, pojawia się coś groźniejszego niż chaos:
poczucie bycia oszukanym przez samą strukturę rzeczywistości.
To nie jest konflikt „emocje vs rozum”.
To jest konflikt doświadczenie vs oficjalna narracja.

2. Radykalność jako test rzeczywistości
To, co nazywamy „irracjonalnym zachowaniem”, bardzo często jest:
próbą odzyskania sprawczości,
próbą sprawdzenia, czy świat jeszcze reaguje,
brutalnym testem granic: „czy to naprawdę się dzieje, czy ja już nie istnieję jako podmiot?”

W skrajnych sytuacjach człowiek robi coś „nielogicznego”, bo:
logika, którą mu oferowano, przestała opisywać rzeczywistość,
a jedyne, co zostało, to ciało, impuls, czyn.
To trochę jak uderzenie w ścianę nie po to, żeby ją zniszczyć —
ale żeby usłyszeć dźwięk i upewnić się, że to nie sen.

3. Moralna rana (to bardzo ważne)
Jest coś takiego jak moral injury — uraz moralny.
Powstaje, gdy:
system, który miał chronić wartości,
jawnie je zdradza,
a jednocześnie wymaga dalszego „racjonalnego” posłuszeństwa.

Wtedy radykalny czyn bywa:
nie buntem przeciw rozumowi,
lecz buntem w imię głębszej spójności.
Destrukcja bywa tu skutkiem ubocznym, nie celem.

Celem jest odzyskanie poczucia prawdy.

4. Mózg nie był na to przygotowany — 
Mózg nie jest ewolucyjnie przygotowany na:
permanentną sprzeczność między deklaracjami a doświadczeniem,
symulowanie sensu tam, gdzie go realnie nie ma,
gaslighting na poziomie całych systemów.(Podstępna forma przemocy -Celem jest przejęcie kontroli np.ciosami poniżej pasa, wywołanie dezorientacji np. poprzez terror i uzależnienie ofiary od sprawcy poprzez egzekucję finansową i dyktowanie warunków.)

- gdy przecież według Napoleona Hilla konformizm to Mentalność ,,pełnego dostosowania" to relikt przeszłości z lat powojennych. W takim świecie powojennej traumy konformizm był strategią przetrwania. Dziś jest raczej hamulcem rozwoju.

Napoleon Hill pisał o czymś dokładnie odwrotnym:
definite chief aim (konkretny cel),
samodzielne myślenie jako warunek sukcesu,
odwaga wyjścia poza zbiorową hipnozę przeciętności.

Gdyby żył dziś Hill, prawdopodobnie powiedziałby, że:
pełne dostosowanie to luksus, na który nie stać ludzi w epoce zmiany wykładniczej(szybkich zmian).
Co więcej — w świecie AI, automatyzacji i nieciągłych zmian:
dostosowuje się algorytm,
człowiek ma tworzyć kierunek.
-Świadomość nie przyszła tu po to, by się dopasować, lecz by modelować doświadczenie.

Gdy patologia władzy dotycząca oszustwa i niesprawiedliwości trwa zbyt długo:
racjonalna regulacja się wyłącza,
a ster przejmują reakcje graniczne: 
„fight(chęć kontroli i konfrontacji) / 
flight(ucieczka) / 
freeze(zastygać w bezruchu w reakcji na silny stres). / 
break pattern(przełamać schemat/wzór)”.

Radykalność to często właśnie break pattern, by odzyskać kontrolę w poczuciu własnej prawdy w zgodzie z własnym sumieniem kontynuować praktyczność osiągania celu, bo osobista sytuacja w świecie narracyjnej rewolucji wymaga takiej optymalizacji - by poczuć prawdę i realistycznie własny prawny przywilej wolności i wyboru sprawczości

5. Dlaczego akurat „w ważnych momentach”?
Bo wtedy:
stawka jest wysoka,
nie da się już „przeczekać”,
a wewnętrzna sprzeczność staje się nie do zniesienia.

To moment, w którym człowiek musi wybrać:
-albo zachować pozorną racjonalność kosztem integralności, - by dalej optymalizować system ale jako narzędzie gry pozorów, a nie autentyczną decyzją(gdy fałszywa narracja była nieprzewidywalna - wprowadzała w błąd zmieniając się z dnia na dzień i nie pozostawiając złudzeń i wymuszając konflikty moralne i refleksyjne o zdrowym rozsądku - jako wymuszając niesprawiedliwe szaleństwo społeczne)
-albo zachować integralność kosztem przewidywalności. - stać się nieprzewidywalny, by móc żyć w prawdzie

I wtedy rodzą się czyny, które z zewnątrz wyglądają jak szaleństwo,
a od środka są ostatnią próbą zachowania siebie.

W skrócie — odpowiedź na „dlaczego”
Bo gdy świat przestaje być prawdziwy w doświadczeniu,
irracjonalność staje się jedynym dostępnym narzędziem odzyskania realności i własnej w niej wolności ku sprawczości

niedziela, 11 stycznia 2026

Dowody na obiekty nie z tego świata

1942 Bitwa o Los Angeles – niewyjaśnione wydarzenie mające miejsce 25 lutego 1942. Otworzono wtedy ogień z artylerii przeciwlotniczej do niezidentyfikowanego obiektu latającego zaobserwowanego nad Los Angeles, ponieważ obawiano się japońskiego nalotu, jednak nie strącono żadnego samolotu.

1948 nagrane przez kierowcę auta: obiekty latające w szyku świecące lub odbijające światło na niebie
2006 nad bramką lotniska zrobił zdj pilot c17 i dziennikarz Hilkevitch i wielu świadków - sprawa jest o tyle ciekawa że dużo osób widziało statek pod chmurami przez około 5 minut i poleciał pionowo do góry zostawiając dziurę w chmurach - nie było go widać w ogóle na radarach
- to przykładowe lata kiedy autentycznie widziano obiekt lub obiekty niezidentyfikowane na niebie 

Takie statki nie mają właściwości aerodynamicznych a poruszają się swobodnie w dowolnym kierunku -- niekiedy nurkując w oceanie, a niekiedy rozdzielając się nawet na dwa osobne obiekty 
Sierpień 2015 zespół naukowców opisywał w Portoryko jeden taki incydent - są nagrania i zapisy z radarów. Ale zawsze po stworzeniu dokumentacji nagle zmienia się narracja i oświadcza się oficjalnie że to ptaki czy zjawiska meteorologiczne 

Doświadczeni piloci wojskowi przez lata zdarzało się że widzieli rzeczy nie z tego świata 

W 1966 roku zakończył się projekt rządowy błękitna księga w sprawie UFO 
Dyktatury świata od lat badają kwestie UFO

Pentagon prowadził jakieś badania w kwestiach obiektów nie z tego świata w 2007-2012 
- to dowód na to że coś jest na rzeczy 

Obiekty te mają niesamowite możliwości
Były lepsze od najlepszych szybowców 

Jest duże prawdopodobieństwo że ludzie sami stworzyli te technologie i je utrzymują w tajemnicy, ale to nieprawdopodobne 

Pojawiło się wiele niezidentyfikowanych obiektów na przestrzeni 20 wieku do dzisiaj i armia USA ani żaden rząd na świecie nie chce ujawniać informacji na ten temat 

Pilot David Frejwor podleciał bliżej do wody gdzie latał jakiś wielki tictac który zanurzał się w wodzie i ją pienił. Ten obiekt leciał 14,5 tys km na godzinę znikając w sekundę z radaru.
Widział ten obiekt na radarze - to był doświadczony pilot wojskowy, który mówił: widziałem obiekt nie z tego świata


Wywiad z żołnierzem Pentagonu:

https://youtu.be/ZkNVSju99HY?si=dKh3C_4eB5O1pvON


Uzależnienie jako przeciętność

Uzależnienie 

Uzależnienie można prosto zdefiniować: Ucieczka w ignorancję 

Człowiek uzależniony szuka ucieczki od wspomnień, słabego nastroju, presji, lęków w obiekt swojego uzależnienia, by rozregulować to uczucie i skupić na czymś w myśl: że to jest resetujące. 
Obiektem uzależnienia może być alkohol, papierosy, gry, partner, partnerka, telefon, ale też władza i pieniądze

By poznać, że to jest uzależnienie warto zauważyć w jakim celu korzystamy z tych stymulantów. Czy chodzi o dostosowanie się do sytuacji, bo być może tak aktualnie wypada czy po prostu z czystego wyboru, by doświadczyć teraz czegoś innego, czy może jest to ucieczka związana z mechanizmami, które są warunkowane przez ego, które w ten sposób się ratuje, by doznać w ten sposób uczucia - krótkowzrocznego -  panowania nad sytuacją.

Jeżeli człowiek w uzależnieniu szuka ucieczki przed szczerością wobec siebie - bo to nie jest normalne z punktu zdrowego rozsądku, że nie podejmuje szczerych, świadomych decyzji- ucieczka dotycząca braku szczerości znaczy, że nie rozumie swoich problemów, unika zrozumienia, świadomość jest słaba, więc ego wybiera najłatwiejsze rozwiązanie, co tworzy nawyk, a więc podświadomie trwa wewnętrzna relacja z koordynującym ego, co tworzy charakter ignorancji.
Natomiast świadoma decyzja to odwaga życia według własnych zasad, koncepcji i wizji - to branie odpowiedzialności za świadome błędy, które doskonale są rozumiane, ale być może wymagają jeszcze dojrzałości, by zdobyć się na odwagę nie popełniania ich.

Człowiek, który pije alkohol, by poczuć się lepiej to nie robi tego do towarzystwa, by pokonać nieśmiałość i się bardziej otworzyć na ludzi. Nie pije też, by uczcić sukces w swoim życiu.
Człowiek, który pije by poczuć się lepiej robi to systematycznie znajdując w tym najprostsze rozwiązanie, aż w końcu uzależnienie dla człowieka staje się rytuałem, czyli nawet już nie zastanawia się nad tym jakie aktualnie są ważne sprawy i co najlepiej byłoby wobec nich uczynić tylko uzależnienie jako szybkie rozwiązanie staje się podświadomym nawykiem, by stać się rytuałem jako częścią charakteru.

Czynność przynosząca chwilową ulgę staje się już nie opcjonalnym doświadczeniem czegoś innego, a nawykiem, nawyk tworzy podświadomość, która tworzy tożsamość radzenia sobie z tym problemem - tożsamość jest koordynowana przez ego, co powoduje, że taki człowiek zaczyna mieć słabszy charakter, a kiedy próbujesz z nim współpracować lub pobudzić świadomość na to by otworzył umysł na pewne tematy, by coś można było zrobić lub zrozumieć coś inaczej lub lepiej to wtedy taki człowiek reaguje bezpośrednim chamstwem, czyli reaguje poprzez mechanizmy obronne swojego ego. 
Te mechanizmy mają być może chronić przed wstydem - spowodowanym uświadamianiem sobie własnej głupoty, ale też poczuciem osłabiania się ego, które pragnie się ratować konstruktywnymi cieniami na obserwującej duszy.

Pytanie jest czy to ten człowiek reaguje wtedy czy to jego ego reaguje, a ten człowiek po prostu nie jest do końca tego przytomny, ponieważ w swej nieświadomości uwarunkował swoją tożsamość z koordynującym ego i mechanizmami chamstwa i oszukiwania siebie, by czuć się lepiej wybierając łatwe, komfortowe, moralnie obojętne rozwiązania 

A jeżeli nie jest do końca przytomny i uzależnił swój charakter od ego to pytanie brzmi jak można rozbudzić w takim człowieku przytomność, by mógł na nowo skonfigurować swoją podświadomość i stworzył nowe nawyki i nowe rozumienie, które również usytuują w jakimś stabilnym samopoczuciu. 

Temu właśnie pomaga zrozumienie siebie, wyjście z ignorancji i obudzenie w sobie odwagi, by zadać sobie szczere pytania i poszukiwać tego co jest dobre i otworzenie się na te wyzwania będzie budowało od nowa charakter - walka z własnymi przeciwnościami zmienia charakter na lepszy i powtarzanie tej motywacji buduje nawyki, które pomagają stworzyć nową jakość rytuału naszego życia. Pytanie brzmi co jest dla Ciebie tematem, z którym ciężko Ci być szczerym samemu z sobą, co jest dla Ciebie tematem, który jest ucieczką, co jest dla Ciebie prostym rozwiązaniem, które wiesz, że nie będzie moralnie w porządku i nie będzie w granicach zdrowego rozsądku. Co jest silniejsze od Ciebie co Cię kontroluje, że osłabia charakter i nie możesz samemu zdecydować by faktycznie zrobić to co naprawdę chcesz.

Trzeba to zdefiniować i zacząć zmieniać nawyki, zmieniać decyzje, zmieniać rytuał. Skupić się, by trzymać się drogi, która nie wynika z słabości, a wynika z podejmowania wyzwania. Jeżeli życie przestaje być wyzwaniem to znaczy, że tkwimy w jakimś złym nawyku i nie zdajemy sobie z tego sprawy, ponieważ uzależnienie koordynowane przez ego usypia naszą czujność i uniewrażliwia na to co naprawdę chcemy zrobić w swoim życiu.

Ego jest tak naprawdę ucieczką w pogodzenie się na bycie słabszym niż naprawdę tego pragniemy, ponieważ jest to wygodne, komfortowe i daje poczucie stabilności.
A co gorsza, gdy ktoś wydaje się lepszy od nas to jest mechanizmem obronnym by podcinać innym skrzydła.
Ale czy pomaga podejmować na nowo wyzwanie, czy raczej jest ucieczką od dyskomfortów? 
Czy te dyskomforty próbujemy zrozumieć czy zakładamy maski ignorancji, dzięki którym rytuał przeciętności może trwać?

Bo trzeba zauważyć, że alkohol na krótką metę daje poczucie jakbyśmy kochali cały świat, ale jego działanie na mózg trwa do 2 miesięcy albo dłużej - to powoduje, że człowiek do tego czasu staje się bardziej rozdrażniony i podatny na gorsze nastroje

Gry komputerowe - dają poczucie krótkowzrocznego odlotu, łatwa stymulacja powoduje wzrost dopaminy, ale na dłuższą metę systematyczne długie granie powoduje zmęczenie oczu(światło niebieskie), problemy z snem(bóle głowy), zmęczenie psychiki(spłycenie uwagi), zamykanie się w sobie( spłycenie relacji) i ignorancję

Papierosy - sam akt palenia tworzy spiralę głodu nikotynowego, który od razu stymuluje podświadomość i tworzy nawyk i osłabia charakter - to jest najgorszy narkotyk, bo mechanizm jego jest taki, że uzależnia od razu 

Władza i pieniądze powodują, że człowiek traci zdrowe zmysły - zaczyna bardziej ufać kalkulacji niż życiu, które można odkrywać i przeżywać w autentycznym doświadczaniu siebie.
Dają poczucie kontroli, ale ten komfort moim zdaniem zabija szlachetność.
Pieniądz to jest narkotyk, ponieważ konsumpcjonistyczny świat tak stymuluje naszą podświadomość, że pieniądze jest tylko tym zapalnikiem, by zaspokoić pragnienia koordynowane przez ego - czyli znowu uciekać w ignorancję zamiast zmierzyć się z wyzwaniami własnego życia

Czy seks jest dla Ciebie rutyną ucieczki od swoich dyskomfortów i cotygodniowym obowiązkiem wpisanym w plan, który ma Twój nastrój jakoś trzymać jeszcze w pionie czy jest wybór, do którego nie masz ambicji, a zdarza się jako wyjątkowa autentyczna sytuacja pełna miłości i beztroski o to czy się w ogóle zacznie czy nie?

Czy telefon jest dla Ciebie narzędziem, które ułatwia Ci życie w doświadczaniu własnych decyzji, czy telefon bardziej używa Ciebie, byś zaglądał i robił to co Ci podsuwa, gdy szukasz ucieczki w ignorancję?

środa, 7 stycznia 2026

Farbowane Kłamstwa

Farbowane Kłamstwa w systemie propagandy tworzące iluzje ostatecznych rozwiązań

Osho był mistrzem, który uczył duchowości i nie obiecywał nic poza tym, a i tak ludzie szli ale nie za nim, a z nim z własnego wyboru wynikającego z pokory i wolności 

Takich ludzi było więcej, właśnie Kryszna, Budda, Chrystus, byli esencją, którą ludzie zamienili w religię i tak  wielu modli się do Buddy, choć nie taki był jego 
przekaz. Przykładów wiele w historii.

A obecnie żeby zinstytucjonalizować jakąś religie to trzeba ją sprzedać władzy, a władza podlega dyktaturze tajnych stowarzyszeń, władza nie jest już tak jawna jak w Rzymie, więc dlatego tak to działa, że aby zinstytucjonalizować religie trzeba zgodzić się na warunki działania instytucji i odejść od własnych idei funkcjonowania takich Religi na rzecz narracji władzy. Najbogatsi ludzie mają wpływ na władzę kościelną, która angażuje się w inżynierie społeczne, by religia była ważna na sposób określony przez tajne stowarzyszenia dyktatorów.
Wtedy ta religia funkcjonuje drogą rewolucji jedynie symbolicznie przywołując podprogowe znaczeniowo obrazy jak śmierć Boga na krzyżu i przywoływanie demona Amona przez regułę na wieki wieków Amen, więc religia nie objawia się drogą prawdy - gdy funkcjonariusze kościelni nie zbliżają ludzi do Boga, a jedynie do biblii, która została zmodyfikowana przez Maso*erię.
Dzisiejsze indoktrynacje urabiania społeczeństwa też są rewolucyjne - mają wykształcić w człowieku postawę funkcjonowania w rozwijającej się rewolucji,  narracyjnie aktualizującym się systemie, kreującej się fikcji. - to wszystko są fantazje realizowane przez strategie wpływania na mechanizmy poznawcze człowieka, by zaangażować jego ego - by człowiek poczuł w tym korzyść - na przykład: by chodził do kościoła, a osiągnie zbawienie za życia czy po śmierci. Kto to wie?
Jak człowiek ślepy przez swój egoizm może osiągnąć jakieś zbawienie? Kiedy angażuje się w to mechanizm szukania swego, by wzmocnić swoje ja - czyli tzw. grzech pierworodny, by w ogóle wierzyć w to że człowiek jest wyjątkowy. Choć w "człowieczym świecie" jest (co nie ma nic wspólnego z ludzkim) - ego lubi estetykę, piękno, symetrię i wszystko co materialnie wartościowe.
Ale wierząc w jakieś zbawienie z perspektywy ego, które szuka w tym zysku - nigdy to nie nastąpi. Człowiek odejdzie stąd z klapkami na oczach. 
Bez zrozumienia pewnych faktów to można całe życie mieć klapki na oczach i jedynie aktualizować je sobie w zgodzie z systemem jako farbowanymi kłamstwami - krótkowzrocznymi realnościami, które z głębszej perspektywy są wartościowo fikcyjne. One mają wartość tylko na zewnątrz, a człowiek wewnątrz nie może przecież "gnić" pośród pozorów. Więc chodzi w życiu przede wszystkim o wartość duchową - wewnątrz w człowieku, by uświadomić sobie jakość i moralność życia w prawdzie.

Te wszystkie nowe rozwiązania społeczne nie mają nic wspólnego z prawdą o życiu. 
Rewolucją można nazwać system, który daje drogę do po-pisu, by dyktatorzy realizowali swój nowy porządek.
A prawda jest bez dróg, nie ma nic wspólnego z jakimś porządkiem - porządek to abstrakcja, fantazja, fikcja, fotomontaż.
Tak samo można powiedzieć o dyktaturze politycznej, dyktaturze medycznej - nie tylko kościelnej 
Wszędzie chcą by był porządek, by rewolucja funkcjonowała dzięki tej strategii urabiania fikcyjnych postaci realizujących narracje, w których rolę ma wejść zaślepiony egoizmem człowiek walczący o swą pozycję, o aktualizację swojego cienia w hierarchii cieni. Aktualizowany Cień napędza do bycia funkcjonariuszem poleceń, czyli fantazją w hierarchii fikcji reżyserowanej przez odgórne strategie realizowania rewolucji.
Prawdy w tym nie ma o realizacji zamiaru, zamiar jest farbowanym kłamstwem.
Hasła typu: bogactwo, wolność, dobro narodowe czy wspólne, lepsza przyszłość - to tylko marchewka dla osła. Celem władzy jest utrzymanie tej władzy, a do tego potrzebne są podziały i trzymanie społeczeństwa w długach i poczuciu zagrożeń dotyczących braku lojalności wobec systemu.
Zamysł ludzi dobrych zawsze jest taki, by pomagać, a dyktatury robią z tego teatr, by tworzyć cyrk w nowomowie dyktatury - farbować kłamstwa w teatrze władzy i dominacji, więc narzucają korpomechanizmy symulowania ego - cyrk dla Gojów.
By Goj myślał, że się bogaci, a zawsze traci. Zawsze ten zysk jest fikcyjny. Pieniądz to fikcja, a to co można za niego kupić - cały ten mechanizm konsumpcji to kolejne dno, w którym bogaci się bogacą, a biedni biednieją. Bo strategia systemu jest bardziej rozległa, nie jasna dla krótkowzrocznego zamysłu.

Jeżeli schemat tych projekcji inżynierii dla funkcjonowania społeczeństwa w tym projekcie oddziałuje na ego to jest w stanie przekonać do farbowanej fikcji, która ukrywa część prawdy i tworzy iluzje ostatecznej prawdy, co kontynuuje oddziaływanie na ego - iluzją ostatecznych rozwiązań
Ponieważ wartość rozwiązań na dane sytuacje w tym świecie też jest zaprojektowana i hierarchizowana w mentalności społeczeństwa.
Ludzie nie zdają sobie sprawy już co jest narzucone a co jest faktycznie ich prawdziwym oczekiwanym wyborem w precyzyjnym widzeniu decyzji

A to co ludzie wybierają to są zawsze Farbowane Kłamstwa w systemie propagandy tworzące iluzje ostatecznych rozwiązań

Ego skupia się tylko na fizycznej rzeczywistości 
Jednak z fizycznej perspektywy nie da się bardziej niż krótkowzrocznie zrozumieć tego czym jest rzeczywistość, stąd ego nabiera się na propagandę oddziałującą na podświadomość  - jednak nie rozumie co jest Źródłem rzeczywistości i jak można żyć w harmonii z życiem dzięki intuicji - zrozumieć tajemnice życia. Ego woli być w rywalizacji z życiem, by udowadniać swoje iluzje wartości.
Ale ta ambicja i fotomontaż są tylko szczególne dla ego - jako tego człowieczego wymiaru szukającego piękna i sensu w symbolice, konstrukcji,  symetrii i fikcji, a nie w prawdzie  - dlatego ludzie wciąż szukają idei i fantazji, by szukać kontroli nad kolejnymi iluzjami, ale iluzja nigdy nie zastąpi prawdy, a jedynie będzie kolejnym więzieniem, które ma oddziaływać na ego.
A z perspektywy idei Illuminatów z ok. 1790 roku oddziaływanie na ego jest jedną z strategii kontroli ludzkości. 
Więc to wszystko jest tak przemyślane, by dzięki mechanizmom w człowieczych głowach, by wierzyć w iluzje i fikcję, by ktoś dzierżył przez kolejne stulecia władze i czerpał z tego nieograniczone korzyści tworzenia socjalizmu z motywami komunizmu - to są idee których prorocy żyli już w 18 wieku. Więc rzeczywistość, która się dziś realizuje jest konsekwencją 18wiecznych rewolucji i postępów tajnych stowarzyszeń na czele z Weishaupt'em w przejmowaniu kontroli nad światem

Każda rewolucja illuminatów  charakteryzowała się bezwzględną drogą po trupach do celu, gdzie cel uświęcał środki, ludzie byli uwiedzionymi pionkami i wykorzystywania w szczególnych rolach  kobiet moralnie słabych w realizacji owych rewolucji

- to wszystko przeżyłem - wraz z farbowaniem kłamstw i umacnianiem ego w roli gadania za plecami by realizować strategie dalszych dominacji - sprytnych, niewdzięcznych i po trupach

Ale co dalej?

Diabeł nie utrudnia życia tym, którzy już są jego, więc można czekać na następne niespodzianki 🤫 🕵️‍♂️

Polska nie jest dla Polaków, jest dla ludzi szukających swego miejsca w rewolucji. Nikt się Polakami nie interesuje tak jak interesanci aktualizacji systemu szukających swej tożsamości w dokonywaniu kolejnych projektów dotyczących kolejnych rewolucji, by realizować narracje.
Ale gdzie Podziała się polska tożsamość? I czyżby rewolucja była farbowana patriotyczną propagandą, by Polacy wierzyli w teatr dla Gojów, w którym wykorzystuje się polskie barwy, a może i tradycje? Tylko te tradycje są szanowane, ale jak się okazuje tylko w celach marketingowych - nie wzbudzają już żadnych emocji, a są celem wielkich biznesów, w których wszystko jest rewolucyjne do tego stopnia, że ta strategia konsumpcjonizmu w korporacyjnych narracjach staje się tożsamością wypierającą Polskość

Kraj poetów i myślicieli, a wydaje na świat potwory. Schemat ten powtarza się często idąc w parze z komunizmem i rewolucją

A Świat jest bardzo rewolucyjny. Ten kto nasra w imię postępu to ma się dobrze, a ten kto musi w tym żyć to nie ma już nic do powiedzenia. Taka jest mentalność i strategia dyktatorów, by mieli lepiej tylko Ci, którzy przysługują strategiom rewolucji, a nie Ci którzy uczciwie chcą się bogacić przez ciężką uczciwą prace